poniedziałek, 20 marca 2017

Świnica zimą

W tym roku niestety późno zaczęliśmy sezon zimowy, albowiem w połowie lutego. Wcześniej były jakieś narty, ale nie było żadnego łażenia. Sezon też okazał się być bardzo krótki, bo właściwie ograniczył się do tego jednego, krótkiego wyjazdu. Później znowu były tylko narty.

13.02.2017
Późno, bo po 11 rano, meldujemy się w Brzezinach. Jakoś tak ostatnio upodobaliśmy sobie tę trasę do Murowańca. A, bo i rozpędzić się można, i po ciemku się lepiej wraca taką prostą drogą. Pogoda nam dopisuje, momentami aż za bardzo, jest trochę za ciepło. Całe połacie śniegu przepięknie mienią się w południowym słońcu. Tu pewnie fanatyczni turyści już pukają się w czoło, "Kto wychodzi o tej porze w góry? I to jeszcze w zimie?!". Jakby tego było mało, to na końcu nasze trasy jest, nie kto inny, jak Świnica. ;) I wiecie co? Dwa lata mi zajęło żeby na nią wleźć, tego już nawet nie można nazwać stylem oblężniczym. Tutaj link do opowieści z przeszłości.

Kraina mlekiem i miodem płynąca ;)




Kościelec i Świnica


Chatka z bajki
W Murowańcu jemy szybkie śniadanie i ruszamy dalej. Słońce mocno operuje, ale jak tylko weszliśmy w Zieloną Dolinę Gąsienicową to stanęliśmy po ciemnej stronie mocy. Ścieżka na Świnicką Przełęcz była bardzo ładnie wydeptana, zero problemów z lokalizacją szlaku. Tylko tak jakoś co raz stromiej, i stromiej się robiło, a samo wejście na przełęcz miało już wysoki próg. Na przełęczy czekało na nas znowuż słoneczko, ale już znacznie łagodniejsze. Wykorzystaliśmy chwilę na szybką herbatkę i kostkę czekolady.







Widok na Tatry Zachodnie z Przełęczy Świnickiej

Ta mała kropka to balon :)


Śpiący Rycerz i Kasprowy Wierch

Z przełęczy ruszyliśmy na wierzchołek taternicki, na który przeważnie wchodzi się zimą. Drogą towarzyszyło nam co raz bardziej miękkie światło, chylącego się ku zachodowi słońca. Na szczyt dotarliśmy idealnie o planowanym czasie. Mieliśmy wystarczająco dużo czasu na zdjęcia i spokojne zejście.

Krywań

W oddali Tatry Niżne

Dolina Cicha i Tatry Zachodnie

Granaty

Tatry Wysokie w pełnej okazałości

Kościelce









Z powrotem na przełęcz dotarliśmy o pięknym, kolorowym niebie. A dalej wykonaliśmy szybki teleport do schroniska, a później auta. No może taki szybki to nie był. ;) Góry nocą też mają w sobie coś magicznego.

środa, 22 lutego 2017

Giewont

2.10.2016
Tego dnia musieliśmy zaplanować coś szybkiego, żeby móc spokojnie wrócić do domu. Padło na najpopularniejszy z popularnych klasyków. 
Co tu dużo pisać. Wycieczkę rozpoczęliśmy w Dolinie Małej Łąki, żółtym szlakiem dotarliśmy na Kondracką Przełęcz, a następnie niebieskim weszliśmy na szczyt. Nie doceniałam wcześniej trudności tego sławetnego szlaku, jak się okazało niesłusznie. Powiem szczerze, że nie widziałam tak wyślizganych skał nigdzie indziej! Błyszczące w słońcu niczym posadzka marmurowa, a śliskie jak lód! No ale jakoś dałam radę. ;) 
Drogę powrotną wybraliśmy przez Grzybowiec, czerwonym szlakiem i później czarnym z powrotem do Małej Łąki. Pomimo, że trasa oklepana to widokowo bardzo satysfakcjonująca, szczególnie w jesiennych warunkach. Jako dowód zamieszczam poniższe obrazki. :)

Początek w Dolinie Małej Łąki

Dolina Małej Łąki

Wielka Polana

Wielka Polana

Wielka Polana



Ściany Czerwonych Wierchów



Giewont z dołu


Czerwone Wierchy

Giewont w kosodrzewinie

Giewont z przełęczy

Panorama tatrzańska w stronę Kasprowego i Świnicy

W stronę Czerwonych Wierchów i Tatr Zachodnich

Przełęcz Kondracka i Wyżnia Przełęcz Kondracka

Szlak na Przełęcz pod Kopą Kondracką

Długi Giewont


W kolejce do zejścia

Początek szlaku przez Grzybowiec

Szlak czerwony, przez Grzybowiec

Dolina Małej Łąki i Czerwone Wierchy